4/29/2018

Leigh Bardugo - Trylogia Grisza




Cześć. Dzisiaj inaczej, a mianowicie o książce, a w sumie to trzech. Przekazanie tu wszystkiego, co przekazać bym chciała byłoby wręcz niemożliwe. No chyba, że chcielibyście przeczytać esej z trzy razy dłuższy od samych książek. Chcielibyście?
Nie trudno zauważyć, że uwielbiam klimaty sci-fi oraz fantasy, więc ta lektura po prostu prędzej czy później musiałaby się tu znaleźć. Uwielbiam ją za wszystkie aspekty, uwielbiam to, że jest taka, w brew pozorom, przyziemna, a mianowicie realia tam ukazane są (mocno) inspirowane Carską Rosją.

Autor: Leigh Bardugo
Cykl: Grisza
Części: "Cień i Kość", "Szturm i Grom", "Ruina i Rewolta"
Tłumaczenie: Anna Pochłódka-Wątorek
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Jeszcze przed przejściem do opisu powiem w nawiasie, że nie są to jedyne książki z serii. Główne, ale nie jedyne. Na serię "Grisza" składają się:
  • The Demon in the Wood (tom 0.1)
  • The Witch of Duva (tom 0.5
  • Język cierni. Opowieści snute o północy i niebezpieczna magia (tom 0.5-2.5-2.6)
  • Cień i Kość (tom 1)
  • Lost Letter From Mal (tom 1.1)
  • The Tailor (tom 1.5)
  • Szturm i Grom (tom 2)
  • The Too-Clever Fox (tom 2.5)
  • Little Knife (tom 2.6)
  • Ruina i Rewolta (tom 3)

Osobiście nie miałam okazji przeczytać ich wszystkich, ale pomijając te półtomy naprawdę wiadomo o co w książce chodzi. Trochę trudniej wystartować od np. części drugiej, bo nie jest zbytnio jasne, co się tak w ogóle dzieje. Jak pisałam, świat jest pełen fantastycznych stworów, magii, konfliktów, a to wszystko jest przedstawione w tomie pierwszym. Logiczne.

Rafka, niegdyś potężny i dumny kraj, dziś jest pogrążona w licznych konfliktach i rozdarta przez Fałdę Cienia. Pasmo to skutecznie utrudnia przedostanie się z wschodniej części kraju na zachodnią i odwrotnie. Kryje się tam wiele niebezpieczeństw, związanych z żyjącymi tam potworami, które kiedyś były zwykłymi ludźmi. Ich spokojne życie zostało przerwane przez Czarnego Heretyka, osobę o diabelnie wielkim magicznym talencie, która kierowała się jedynie własnymi korzyściami.
Po wielu setkach lat pojawia się światełko w tunelu - dosłownie. W momencie, gdy pułk ma za zadanie dostać się na zachodnie wybrzeże, zostaje zaatakowany przez wilkiry. Jedna z bestii atakuje Mala, Alina - jego przyjaciółka widząc to ochrania go własnym ciałem. Staje się coś, czego nikt się nie spodziewał. Dziewczyna zaczyna jaśnieć, odkrywa w sobie ukrytą moc, która miałaby siłę zniszczyć Fałdę.

Fabuła

Czy powinnam przeprosić za ten opis? Dotyczy on wyłącznie pierwszej części, reszta niestety bardzo by spoilerowała. Nie ukrywam jednak, że mimo, że jest to główny wątek, wcale nie jest jedyny. Książka jest pełna zwrotów akcji i mimo, że ostatecznie Fałdę udaje się pokonać dopiero pod konice ostatniego tomu, nie jest monotonnie.

Cóż jest nieskończone? Wszechświat oraz ludzka chciwość.

Okładki polskiej wersji językowej.
Morał. Chyba dość trudno mówić o jednym przesłaniu. Książka wręcz obfituje w cenne lekcje bohaterów, jednak moim zdaniem, głównym, wartym zaznaczenia aspektem jest pokazanie siły poświęcenia i wskazanie, że własne dobro wcale nie jest najważniejsze.
No dobrze, może brzmi to typowo, ale naprawdę, naprawdę nie wiem, czy potrafiłabym zrobić to, co zrobiła Alina. Szczerze? Pewnie bym się zabiła pod koniec drugiego tomu...

Więcej o książkach <klik>.

Bohaterowie

Postacie - tutaj mam wiele do powiedzenia. Chyba nie ma tu nikogo, do którego nie miałabym żadnego "ale". Czy tak właśnie nie wyglądają realia?
Niestety nie jestem w stanie opisać ich wszystkich, dlatego przedstawię moich ulubieńców.

Szczerze mówiąc, Alina bardzo mnie denerwowała. Od pierwszego rozdziału, aż do ostatniego. Prologi i epilogi były dobre - nic nie mówiła. Na początku była dość cichą, szarą myszką, która do rozgarniętych ni należała, potem była władcza, przywódcza, wszystkiego wymagała. Nie wiem, czy potrafiłabym się przyjaźnić z taką osobą, chyba moje nerwy musiały by zrobić sobie wakacje. Chociaż nie, Alina mogłaby rozwalić je Cięciem, chociaż chyba samo spotkanie jej by tak na mnie zadziałało. Próbowała zgrywać skromną, ale nie była taka. Myślę, że takie na ciągane zachowanie jest jeszcze gorsze od pokazanie tego swojego "złego" ja.

Kiedy ludzie mówią, że coś jest niemożliwe, na ogół mają na myśli, że jest to mało prawdopodobne.

Natomiast moim zdecydowanym ulubieńcem był Mikołaj, czyli książek Ravki lub (jak kto woli) kosarz. Jest to tak charyzmatyczna osoba z wielkim, ogromnym dystansem do siebie, która mimo, że idealna nie jest - jest idealna. Oczywiście do wyboru, do koloru. Jego osobowość również może bardzo drażnić. Do skromnych nie należy, jednak u mnie: trzy razy na tak.

- Nie mogę się zdecydować, czy jesteś szalony, czy głupi.
- Mam tyle wspaniałych cech, że niekiedy trudno wybrać.

 Nie sposób też nie wspomnieć o głównym antagoniście, a mianowicie o Darklingu. (TU DUŻO SPOILERÓW!) Nie dość, że oszukiwał Alinę na każdym kroku, manipulował ją to jeszcze okazał się Czarnym Heretykiem. Na początku on i Alina byli dla mnie parą idealną, po prostu ship - nic dodać, nic ująć, wszystko jednak się zmieniło, gdy Baghra kazała uciekać głównej bohaterce. Zrobiła bardzo dobrze.

Całe życie szukam sposobu, by to wszystko naprawić. Ty jesteś moim pierwszym promykiem nadzieji od bardzo długiego czasu.

No właśnie, Baghra. Kolejna postać, którą można uwielbiać lub nienawidzić. Ja należę do grupy osób, która łączy te uczucia w wybuchową mieszankę. Na początku była dla mnie po prostu dziwną, starszą panią. Potem, we wspomnianej powyżej sytuacji zrobiło mi się jej żal. Na koniec, gdzieś po środku trzeciego tomu - popłakałam się. Naprawdę. Jestem raczej z grona ludzi, które na filmach o nieszczęśliwej miłości, śmierci, dramatach nie uroni nawet łzy, gdy wszyscy ryczą jak bobry - chce mi się śmiać. Szczerze, potrafiłabym polecić tą serię tylko ze względu na ten moment.

Ale z Fałdą w swojej mocy rozprzestrzeni zniszczenie. On spustoszy świat i nigdy już nie będzie musiał klęczeć przed innym królem.

Więcej o bohaterach <klik>.

... I tu bym mogła opisywać wiekami różne postacie, które odgrywają większe lub mniejsze role w całej fabule. Co mnie cieszy? Nie ma tu ani jednej, ani nawet pół Mary Sue, czy postaci bez charakteru, co jest dla mnie niezwykle ważne.
Ale Annie, większość postaci ma charakter. No nie do końca. Na przykład ostatnio trafiła mi się południca inspirowana duchem Marleya z "Opowieści Wigilijnej". Moją lekturę skończyłam po 23 stronach.Postacie "Griszy" są naprawdę perfekcyjnie skomponowane.

Świat przedstawiony

Jak już pisałam, jest inspirowany realiami Carskiej Rosji. Może i nie jest tak bajkowy i ciekawy, jak np. w "Harrym Potterze", ale naprawdę jest bardzo rozbudowany.

Mapa Ravki (Cień i Kość). Źródło: The Grishaverse Wiki  
Głównym punktem fabularnym jest, oczywiście, Niemorze - Fałda Cienia, która, jak widać, rozciąga się między pasmami gór, między Kribirskiem a Novokrybirskiem, skutecznie uniemożliwiając przedostanie się z Ravki Wschodniej do Zachodniej i odwrotnie.

Więcej o Ravce <klik>.


Moje odczucia? Na pewno nie spodziewałam się takiego zakończenia, a epilog ostatniej części mnie szczególnie urzekł. Jak pisałam - trudno się jest spodziewać czegokolwiek. Mi osobiście najbardziej podobała się ostatnia część, "Ruina i Rewolta", chociaż od samego początku coraz bardziej wchodziłam w ten klimat. Dla mnie książka - cud, ale taki styl trzeba po prostu lubić. Nie jest to typowa fantasy, jak "Harry Potter czy "Opowieści z Narnii", gdybym miała porównać "Griszę" do innej, przeczytanej przeze nie książki, byłby to "Pegaz" Kate O'Hearn, chociaż to dalej nie jest to.

Cóż dodać... po prostu wow. Ręczę za tą książkę, chociaż tłumaczenie ostatniej części jest jakby mniej staranne. Polecam wszystkim amatorom fantasy. Ja na pewno jeszcze nie raz wrócę do tej lektury.
Jako ciekawostkę dodam, że do ekranizacji pierwszego tomu prawa wykupił producent filmów o Harrym Potterze, więc zapowiada się ciekawie. :)

Jak można zauważyć, po każdym podpunkcie dodawałam link zewnętrzny. Pochodzą one z The Grishaverse Wiki, czyli Wikipedii poświęconej światowi przedstawionemu trylogii opisanej w poście oraz "Szóstce Wron".

Annie Starkov,
która już nigdy więcej nie zamierza opisywać trzech książek w jednym poście. 
Czytaj dalej »

4/23/2018

Kontakt (1997)

Kadr z filmu.


Cześć. Po ostatnim wpisie gdzie przedstawiłam Ex Machinę, uznałam, że warto podzielić się jeszcze jednym, ciekawym filmem sci-fi, który, w przeciwieństwie do poprzedniego, nawiązuje do inteligencji pozaziemskiej.
Co mnie w nim urzekło, to to, że tutaj kosmici nie są przedstawieni szablonowo. W sensie nie przylatują pod Biały Dom, nie robią inwazji i nie są nieco karłowatymi zielonymi stworkami. Dodatkowo, jak na moje, opis reakcji ludzi na informację o życiu poza Ziemią jest bardzo zbliżony, jak nie idealny, do tego jak mogłoby to wyglądać.

Tytuł filmu: Kontakt
Reżyseria: Robert Zemeckis
Scenariusz: Michael Goldenberg, James V. Hart
Obsada: Jodie Foster, Matthew McConaughey, John Hurt, William Fichtern i inni
Muzyka: Alan Silvestri
Zdjęcia: Don Burgess
Gatunek: Sci-Fi, Dramat
Kraj: USA
Rok produkcji: 1997
Data polskiej premiery: 7 listopada 1997

Kontakt zdobył 14 nagród, w tym 10 nominacji i 4 wygrane: Saturny za Najlepsza aktorka, Najlepsza kreacja młodego aktora lub aktorki, Satelity za najlepsze efekty specjalne oraz Hugo za najlepsza prezentacja dramatyczna.

Ellie Arroway jest naukowcem zajmującym się programem poszukującym sztuczną inteligencje - SETI. Uważa, że działania te mają realną szansę przynieść oczekiwany cel, a ten będzie stanowił największe odkrycie w dziejach ludzkości.
W momencie, gdy jej przełożeni odmawiają finansowania projektu, kobieta postanawia szukać sponsorów na własną rękę, co jej się udaje. Gdy projekt ma dobiegać końca, Ellie odbiera sygnał, który został wysłany z Wegi kilkadziesiąt lat wcześniej. Okazuje nim się nagranie z igrzysk olimpijskich w Berlinie, a dokładnie przemówienie Adolfa Hitlera, które zostało odesłane z powrotem na Ziemię. Przekaz jednak zawiera coś jeszcze, a mianowicie szczegółowe plany budowy statku kosmicznego, który może zabrać jedynie jedną osobę.

I tutaj urwę fabułę, która wcale nie jest taka fantastyczna, jaką sugeruje powyższy opis (chociaż efekty specjalne również są bajeczne).
Dodatkowo uwielbiam ją również za pokazanie głównej bohaterki od ludzkiej strony, które również cierpi, zakochuje się, ma przyjaciół i wrogów...
Uważam, że film jest bardzo wzruszający i przeznaczony nie tylko dla miłośników kosmicznych klimatów. Świetnie pokazuje, nie zawsze piękną, rzeczywistość, w której żyjemy. Ode mnie wielkie brawa,

Annie Starkov
Czytaj dalej »

4/19/2018

Ex Machina (2015)

Kadr z filmu.


Cześć. Zgodnie z sugestią Emmy Profond <blog Emmy> dzisiaj napiszę coś w deseń recenzji filmu. Tak.
Głupio mi się przyznać, ale większość filmów jakie oglądałam pochodzi właśnie z jej bloga, a odstępstwa od tej zasady zdarzają się raz na ruski rok. Witam w nowym roku.
Film, który opiszę do najnowszych nie należy, ponieważ, jak w tytule, pochodzi z 2015 roku, chociaż biorąc pod uwagę, że ja cały czas mieszkam w granicach 2009 - welcome to the future.

Produkcję obejrzałam już parę tygodni temu, kiedy umierałam na grypę. Był to pierwszy film, który wyskoczył mi w wyszukiwarce, kiedy wpisałam sztuczna inteligencja.
Nie powiem, to było dla mnie takie wielkie wow. Pomijając fakt, że zachwycam się większością filmów, ręczę za tą produkcję (najwyżej w ofierze oddam Kanara, dobrze?).

Tytuł filmu: Ex Machina
Reżyseria: Alex Garland
Scenariusz: Alex Garland
Obsada: Oscar Isaac, Domhnall Gleeson, Alicia Vikander i inni
Muzyka: Geoff Barrow, Ben Salisbury
Taneczny utwór: Oliver Cheatham - Get Down Saturday Night
Zdjęcia: Rob Hardy
Gatunek: Sci-fi
Kraj: USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2015
Data polskiej premiery: 20 marca 2015

Ex Machina zdobyła wiele, wiele nominacji (29) i otrzymała 5 nagród - Oscar za najlepsze efekty specjalne, Critics Choice za najlepszy film sci-fi / horror, Amerykańska Gildia Reżyserów Filmowych za najlepsze osiągnięcie reżyserskie w pierwszym filmie fabularnym, BIFA za najlepszy brytyjski film niezależny, najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz, najlepsze osiągnięcia techniczne, Stowarzyszenie Krytyków Filmowych z Los Angeles za najlepsza aktorka drugoplanowa.

Głównym bohaterem jest Caleb (Domhnall Gleeson), który po wygraniu konkursu w firmie - Blue Book, zostaje zaproszony do posiadłości swojego szefa, Nathana (Oscar Isaac), gdzie staje się częścią eksperymentu. Okazuje się, że jego pracodawcy udało się stworzyć sztuczną inteligencję, którą on ma przetestować. Ma udowodnić, czy ta faktycznie jest inteligentna, czy jedynie perfekcyjnie zaprogramowana.
Podmiotem badań jest Ava (Alicia Vikander), czyli najnowszy z androidów. Cały eksperyment wydaje się przebiegać zgodnie z planem, a między głównym bohaterem a maszyną pojawia się uczucie. Momentem zwrotnym jest sytuacja, gdy Caleb zadaje Nathanowi pytanie: Dlaczego Ava jest kobietą?

Następne wydarzenia postanowiłam zachować, bo naprawdę warto to samemu zobaczyć. Pewnym jest, że film został bardzo ciekawie rozegrany, raczej nie tego spodziewałam się po produkcji tego typu. Jest utrzymany w minimalistycznym stylu, który bardzo dobrze przekazuje na co widz powinien zwrócić uwagę, przez co jest dobitniejszy.

Na temat filmu można snuć wiele teorii - czy jest to niedaleka przyszłość ludzkości czy raczej dobrze retuszowany obraz obecnego stanu rzeczy. Sukcesem produkcji jest to, że obie wydają się być wiarygodne. Nawet Caleb - główny bohater nie wiedział co zastanie na miejscu.
W Ex Machinie podoba mi się również to, że dobrze pokazane jak takie eksperymenty mogłyby się zakończyć. Trudno się łudzić, że maszyny będą posłuszne, skoro nie będziemy ich traktować jak swoich, a będą inteligentne.

Ode mnie wielkie brawa. Naprawdę film wart obejrzenia. Ja osobiście wiele razy do niego wrócę.

Annie Starkov
Czytaj dalej »

4/06/2018

Rysowanie a malowanie


 Rysowanie i malowanie. W brew pozorom to nie jest to samo. Często, zwłaszcza początkujący twórcy, używają tych określeń naprzemiennie.
No dobrze, ale przecież i tak wszyscy wiedzą o co im chodzi, prawda? Widzimy pracę i wiemy co na niej jest, nie zbytnio nas interesuje jak jest podpisana: rysunek czy malunek. Mi osobiście nie przeszkadza, gdy ktoś się zapyta: Jakich kredek użyłaś do namalowania tego? w kontekście rysunku.
No dobrze - mój nauczyciel plastyki też używa tych wyrażeń naprzemiennie i to już mnie trochę martwi...

Jednak szczęka mi opadła jak napatoczyło mi się pytanie o te terminy na stronie typu zapytaj, a odpowiedzi jednogłośnie brzmiały: rysowanie to ołówek, a malowanie to kolorowanie. Podniosłam ją, ale ta znowu upadła. Już chyba wiem skąd biorą się nieporozumienia między tymi dwoma wyrażeniami. Istnieje jedna prosta zasada: nie wiesz czegoś, nie wymądrzaj się.
No dobrze, wymyśliłam ją teraz. Piszę to, ale wydaje mi się dosyć logiczne. Nie umiesz języka angielskiego = nie uczysz go kogoś innego, bo Tobie się wydaje, że room ma coś wspólnego z peace.

Przechodząc:

Rysowanie

Rysować można za pomocą ołówka, kredek, pasteli, węgla, kredy, markerów, cienkopisów itp., mają rysiki, wkłady, a do ich nakładania nie potrzebujemy dodatkowego przyboru (np. pędzla).
Ogólnie można uznać, że są to techniki suche. Teoretycznie można się wykłócać, że przecież np. markery mają wilgotne końcówki, ale nie przesadzajmy, dobrze?

Więc czym jest ten szkic, który za rysowanie uznaje część... społeczeństwa? Szkic jest to wstępny zarys pracy. Nie koniecznie musi dotyczyć rysowania i malowania. Równie dobrze moim szkicem może być streszczenie książki, którą w przyszłości napiszę.

Malowanie

Malować można za pomocą farb akrylowych, akwarelowych, olejnych, gwaszu itp.
Są to techniki mokre, a do przeniesienia artykułu na powierzchnię malowaną potrzebujemy dodatkowego narzędzia, np. pędzla, pióra.

Czy da się jednocześnie rysować i malować?

Tak, oczywiście. Przecież można pracę zrobić technikami mieszanymi, np. ołówkowy portret z akwarelowym tłem (swoją drogą to pięknie wygląda). Można też użyć tzw. kredek lub ołówków akwarelowych.Technika ta polega na narysowaniu czegoś specjalnymi kredkami bądź ołówkami, a następnie rozmyciu pracy za pomocą pędzla i wody.

Mam nadzieję, że ta krótka notka komuś pomogła i że nie będzie wprowadzać w błąd innych osób, bo nie patrząc, właśnie taki jest cel tego posta.


Czytaj dalej »

4/02/2018

Szablon. Annie vs Internet


Otwierasz bloga. Racja, dawno Cię tu nie było. Może fajnie byłoby napisać mowy post? Przecież jeszcze tak nie dawno miałeś ten genialny pomysł... ale no tak - zapomniałeś.
Chwilę błądzisz po statystykach, listach czytelniczych. Klikasz w magiczny przycisk - "Wyświetl bloga". Ale co to? To ty zrobiłeś to czarno-białe, siejące nudą G?
No tak, to chyba byłeś ty.

Uznajesz, że coś warto zmienić. HTLM to dla Ciebie bura magia, nic z tego. CSS? Warto czegoś poszukać.
Zaczynasz swój profesjonalny searching od prostych fraz: "ładny motyw blogger"; "css blogger"; "css na bloga"... Nic z tego, i tak wiesz, że skończysz oglądając śmieszne koty na YouTube.
Przemierzasz najciemniejsze zakamarki Internetu w poszukiwaniu tego jedynego - idealnego kodu, który rozwiąże Twój odwieczny problem - Jak usunąć cień dookoła zdjęć? Gratuluję, znalazłeś go. Jesteś zwycięzcą. Przekopiowujesz go, wklejasz. Ale co to? Dlaczego on nie działa?
Szukasz dalej, nie ma podobnych, cóż. Jedyne co znalazłeś to zmiany HTML. Zastanawiasz się - na pewno chcesz to zrobić? EDYTOWAĆ kod? Dobra. Zakładasz bojowy strój, rozgrzewasz palce i klikasz. Podążasz zgodnie z instrukcjami. Chyba wszystko dobrze idzie. Uda się, uda się - powtarzasz.
Uf... chyba wszystko jest tak jak należy. Poszło dość łatwo, dlatego pozmieniałaś jeszcze trochę - automatyczne zawijanie postów musi być koniecznie. Zapisujesz.
Klikasz w ten magiczny przycisk - "Wyświetl bloga". Ale co to? Dlaczego nic się nie zmieniło?

Próbujesz jeszcze raz, a nawet i dwa razy. Dalej Ci nie wychodzi. Tak, to pora, żeby ściągnąć gotowy szablon z Internetu.

Annie Starkov
Czytaj dalej »