5/22/2018

Mulina: 2 najprostrze wzory: KORKOCIĄG + UKOŚNE PASY




Hej, hej. Dzisiaj powiem co-nieco o mini robótkach z muliny, a mianowicie o wszystkim dobrze znanym bransoletkach. Zapachniało dzieciństwem, nie? Największą popularność zdobyły w latach 90., ale teraz, po blisko trzydziestu latach, wracają do łask.
Dzisiaj przedstawiam taki mini poradnik. Zawrę w nim dwa najprostsze wzory, z którymi każdy powinien sobie poradzić. W następnej części postaram się pokazać tzw. jodełkę i serduszka.

Co jest potrzebne?


  • Mulina. Można ją zakupić w pasmanteriach, a cena wynosi ok. 1,50 zł za 8 metrów (a przynajmniej ja tyle zapłaciłam).
  • Nożyczki.
  • Coś do przytrzymania bransoletki we właściwym miejscu, to bardzo ułatwia sprawę. W moim przypadku jest to spinacz biurowy, który znalazłam w domu, ale najczęściej do plecenia polecane są agrafki.
Długość potrzebnej muliny do wykonania bransolety zależy od jej wzoru oraz tego, jaka ma być długa, ja jednak trzymam się zasady, którą przekazała mi moja koleżanka, a mianowicie od dłoni do ramienia i z powrotem. W ten sposób, po zgięciu sznurka w pół, otrzymujemy dwa pasma, z których będziemy tworzyć. Czynność należy powtórzyć tyle razy, jak szeroką chcemy mieć bransoletę.

Jak zacząć? Supełek

Bransoletkę można zacząć na wiele sposobów, jednak ja jestem zwolenniczką upraszczania sobie życia i robię to w najłatwiejszy sposób. Na pewno nie jest on zbytnio efektowny, ale jak do tej pory podoba mi się najbardziej. Po prostu jest prosty.

Odmierzamy dwa razy dłuższy kawałek muliny niż wymaga długość bransolety, a następnie zginamy go w pół. Tym sposobem na samej górze uzyskamy małą pętle, dzięki której będzie nam łatwiej zawiązać bransoletę na przegubie.
Następnie wykonujemy supełek (jak po lewej) i zaciskamy go dość wysoko na końcu, jednak staramy się zostawić dostatecznie dużo miejsca, aby potem można było tamtędy przełożyć wiązkę.
W momencie, gdy w grę wchodzi więcej niż dwa pasma, ważne jest, aby wszystkie z nich miały mniej-więcej równą długość, chodzi o estetykę.

Korkociąg


Zdecydowanie najprostszy wzór, ponieważ jego wykonanie wymaga jedynie potrafienia zrobienie supła oraz jednego od dłoni do ramienia i z powrotem, czyli dwóch sznurków (jeżeli chcemy, by nasza bransoletka była grubsza, jako wkład możemy użyć rzemyka lub paru sznurków).

Naszym jedynym zadaniem jest wyróżnienie dwóch pasem - pasma A (po lewej) i pasma B (po prawej). Pasmo A będzie tym, którym będziemy tworzyć wzór, a pasmo B tym, które będzie owijane. Aby ich nie pomylić sugeruję u końca pasma A zawiązać mały supełek, który nie będzie nam zbytnio wadził, a jednak nie pomylimy sznurków.

Bierzemy pasmo A i robimy nim pętelkę (jak na zdjęciu). Koniec. Nie ma tu zbytnio rozbudowanej filozofii. Naszym głównym zadaniem, jak pisałam, jest nie pomylenie pasm, jednak gdy się nam to nieumyślnie zdarzy nie ma się co załamywać - w tym miejscu urwie nam się wzór i rozpocznie się w nowym miejscu.
W momencie, gdy zacznie się nam kończyć mulina na długość i wiemy, że możemy mieć problem ze swobodnym zawiązaniem bransolety, należy przerwać i zacząć owijać wkładem. Jak już pisałam, nastąpi przerwanie wzoru, ale i tak wygląda to lepiej niż dopinanie nowego pasma muliny - to należy traktować jako ostateczność, no chyba, że naszym wkładem jest np. rzemyk.

Ukośne paski/gładka bransoletka

Drugi z najłatwiejszych wzorów. Do jego wykonania również potrzebujemy znajomości tylko jednego rodzaju supła, a mianowicie tego, którego używaliśmy do korkociągu (rysunek powyżej).

Jak na rysunku obok, robimy po dwa supełki (dzięki temu bransoleta będzie się mniej zwijać). Na początku pasmo 1. owija 2. dwa razy, potem 1. owija 3. dwa razy, następnie 1. owija 4. dwa razy... i tak przez wszystkie pasma, w moim przypadku do 6.
Następnie, gdy pasmo nr 1 jest na końcu rzędu, bierzemy 2. sznurek i owijamy go przez 3. dwa razy, 4. dwa razy...

W ten sposób powstają lekko ukośne paski. Do wykonania bransolety można użyć jednego koloru lub kilku, jednak należy pamiętać, że przy tej drugiej opcji trzeba je ułożyć w odpowiedniej kolejności już na samym początku, przed zrobieniem pierwszego rzędu.


I w sumie to już tyle. Koniecznie napiszcie, czy zdecydowaliście się na zrobienie któregoś z powyższych wzorów. Jak już wspomniałam, w następnym poście postaram się opisać robienie tzw. jodełki i serduszek - mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu. Jeżeli macie jakąś trudność z którymś z tych wzorów lub opisałam coś niejasno, co jest wysoce prawdopodobne - napiszcie komentarz, a na pewno odpowiem.
Życzę powodzenia i pozdrawiam,
Annie Starkov
Czytaj dalej »

5/18/2018

Droga do El Dorado (2000)

Kadr z filmu.

Rozstrzygnijmy to raz, na zawsze: czy bóg ciężki żywot ma?

Wiecie, co jest lepsze od filmów? Tylko filmy animowane. Serio. Może i ten gatunek kojarzy się większości z nas z bajkami dla dzieci, trefnymi historiami księżniczki i księcia na białym koniu, ale można znaleźć piękne, pełne przygód perełki, które nie tylko przenoszą nas do innego, lepszego świata, ale również bawią. I to nie tylko ze względów sentymentalnych. Niesamowite, ile można upchnąć w takie animacje podtekstów, naprawdę.

Tytuł filmu: Droga do El Dorado
Reżyseria: Jeffrey Katzenberg, Bibo Bergeron i więcej
Scenariusz: Ted Elliott, Terry Rossio
Wytwórnia: DreamWorks
Muzyka: Hans Zimmer (tak, to ten od Króla Lwa), John Powell, Elton John
Gatunek: Animacja, Familijny, Przygodowy
Kraj: USA
Data premiery (świat): 31 marca 2000
Data polskiej premiery: 22 września 2000

Droga do El Dorado zdobyła 12 nominacji oraz jedną nagrodę - Critics Choice za najlepszą muzykę - Hans Zimmer, John Powell.

Tulio i Migel - dwoje hiszpańskich przyjaciół i oszustów zamierzają zdobyć fortunę grając w kości fałszywymi artefaktami, które zawsze pokazują 7. Pewnego jednak dnia, jeden z przeciwników oferuje rzekomą mapę do mitycznego miasta, do El Dorado. Migel wybłaguje przyjaciela, aby o nią zagrał. Po krótkich namowach, zgadza się, jednak przez jego nieuwagę, kant wychodzi na jaw. Kompani zabierają pergamin i uciekają. Aby się ukryć, chowają się w dużych rozmiarów beczkach, które zostają przetransportowane na statek Corteza, który zamierza podbić Nowy Świat.
Niczego nieświadomi przyjaciele z impetem wydostają się z na pokład, z czego właściwa załoga nie jest zbytnio zadowolona, Cortez każe ich zamknąć pod pokładem, a następnie wychłostać.
Światełkiem w tunelu okazuje się koń, Altivo, który w zamian za jabłko, pomaga im się wydostać na pokład, a następnie uciec ze statku. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem, wyczekiwany owoc wpada do wody, a koń za nim. Migel rzuca się mu na pomoc.

Brzmi dość dziwnie, prawda? Może właśnie dlatego krytycy nie zostawili na filmie suchej nitki... Nie rozumiem: pomysł jest oryginalny, wykonanie bardzo dobre (pomijając komputerowe złoto, ono nie jest bardzo dobre), a całokształt jest w stylu, który spasuje każdej grupie wiekowej. Jak na moje, jest to jedna z najbardziej niedocenianych animacji w historii. Ostatecznie, to właśnie on ustanowił DreamWorks największym konkurentem Disneya, o czym wcale nie świadczy zysk filmu. Szacuje się, że budżet wynosił 95 mln dolarów, natomiast zysk jedyne 76 milionów. Gdyby za każdego wysłanego GIF-a z Migelem grającym na mandolinie dostawaliby $1 - najpewniej byłby to najlepiej zarabiająca produkcją. Trudno ukryć, że animacja największym powodzeniem cieszy się właśnie teraz, gdy te małe, ruszające się obrazki mogą stanowić komentarz do praktycznie każdej sytuacji.

Bohaterowie docierają się na Kubę, gdy Migel znajduje pierwsze ślady, które pokrywają się z mityczną mapą, którą wcześniej ukradli - ekhem: zdobyli. Pomimo oporu ze strony Tulio i Altiva, ruszają w głąb dżungli. Gdzie odnajdują mistyczne El Dorado.
Fascynujące, że  tytułowa droga trwała niespełna jedną czwartą produkcji i pełni jedynie rolę wprowadzenia do głównego tematu.

Gdy tylko dostają się w bramy miasta zostają powitani jako bogowie, co wcale im nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - postanawiają zabrać złoto, które tubylcy im oferują i wracać do Hiszpanii. Ich plan komplikuje jednak piękna, pociągająca i zupełnie niedisneyowska Chel, która jako jedyna zdaje sobie sprawę, że ich historia o nieziemskim pochodzeniu to blef oferuje pomoc w zamian za wzięcie jej z powrotem na kontynent.

Tutaj bardzo serdecznie chciałabym podziękować twórcom, że nie przedstawili Tulia i Migela jako typowych białych ludzi, którzy przybywają do dzikusów i raczą ich tekstami: "Patrz, to ogień". Wręcz przeciwnie, animacja w znaczącym stopniu opiera się na ogólnym nieogarnięciu bohaterów oraz kontrastami między nimi. Przyjaciele też nie otwierają nowego wątku dla tubylców, a wręcz przeciwnie - to oni zostają wplątani w konflikt, który na miejscu już trwa, co również bardzo odbiega od disneyowskiego punktu: "Jam początkiem i końcem".

Warto również zaznaczyć, że  początkowo animacja miała być PG-13, a dopiero potem stonowano ją do PG. To chyba trochę uzasadnia dość odważny wydźwięk produkcji, jednakże chyba jest to jedyny film, któremu tyle humoru dla dorosłych przeszło płazem. Umówmy się - relacja Tulio i Chel zdecydowanie odbiega od disneyowskiej normy, pijaństwo i kac nie są najlepszymi przykładami dla młodszej widowni, a ofiary z ludzi, jakie by nie były, nadal nie są zbyt przyjemne.


Niemniej jednak, "Droga do El Dorado" jest jednym z moich ulubionych filmów animowanych i naprawdę jest to pozycja godna polecenia. Dajcie znać, czy ją widzieliście. Pozdrawiam, 
Annie Starkov

http://www.catusgeekus.pl/2018/01/droga-el-dorado.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Droga_do_El_Dorado
Czytaj dalej »

5/01/2018

MerMay 2018

Grafika reklamowa filmu "Little Mermaid".


Cześć.
Dzisiaj zwrócę się do wszystkich rysowników lub do osób, które rysownikami chciałyby zostać. (Czy jest w ogóle jakaś zasada: ty jesteś rysownikiem, a ty nie?) W takim razie: dzisiaj zwrócę się do wszystkich zainteresowanych tematem rysunku lub malunku <klik>.
Może obiło się Wam kiedyś o uszy coś takiego, jak wyzwania rysunkowe. Draw This Again, One Marker Challenge, Random Marker Challenge... są to wyzwania jednorazowe. Oczywiście są również wyzwania typu Draw All Year, które są długoterminowe, ale można się spotkać również z wyzwaniami, które trwają miesiąc i na nie (przeważnie) wyznaczone są konkretne zagadnienia. Oczywiście istnieją listy oficjalne, ale to w niczym nie przeszkadza, żeby trochę pozmieniać czy nawet stworzyć samemu całą listę.
Zdecydowanie najpopularniejszymi są InkTober oraz MerMay, ale że zaraz nadchodzi maj - dzisiaj zajmę się tym drugim.

MerMay

MerMay is a month-long celebration of creativity,
community and above all… MERMAIDS.
Źródło: mermay.com

Czyli na nasz: MerMay to wyzwanie rysunkowe stworzone przez Toma Bancroft, polegające na rysowaniu syren przez cały maj. Nazwa powstała z połączenia dwóch słów mermaid - syrena i may - maj.
Jak już pisałam, istnieje oficjalna lista stworzona przez autora wyzwania, którą powinniśmy się zainspirować, ale raczej nie jest to koniecznie. Powinniśmy nasze syrenki tworzyć codziennie i publikować je z hashagami #mermay i #mermay2018.

Oficjalna lista autorstwa Toma Bancroft.
I to w sumie wszystko co chciałam przekazać. Warto potraktować ten post jako czysto informacyjny.
Moje MerMayowe poczynania możecie śledzić na Instagramie - @xpangeaa.

Annie Starkov
Czytaj dalej »