5/18/2018

Droga do El Dorado (2000)

Kadr z filmu.

Rozstrzygnijmy to raz, na zawsze: czy bóg ciężki żywot ma?

Wiecie, co jest lepsze od filmów? Tylko filmy animowane. Serio. Może i ten gatunek kojarzy się większości z nas z bajkami dla dzieci, trefnymi historiami księżniczki i księcia na białym koniu, ale można znaleźć piękne, pełne przygód perełki, które nie tylko przenoszą nas do innego, lepszego świata, ale również bawią. I to nie tylko ze względów sentymentalnych. Niesamowite, ile można upchnąć w takie animacje podtekstów, naprawdę.

Tytuł filmu: Droga do El Dorado
Reżyseria: Jeffrey Katzenberg, Bibo Bergeron i więcej
Scenariusz: Ted Elliott, Terry Rossio
Wytwórnia: DreamWorks
Muzyka: Hans Zimmer (tak, to ten od Króla Lwa), John Powell, Elton John
Gatunek: Animacja, Familijny, Przygodowy
Kraj: USA
Data premiery (świat): 31 marca 2000
Data polskiej premiery: 22 września 2000

Droga do El Dorado zdobyła 12 nominacji oraz jedną nagrodę - Critics Choice za najlepszą muzykę - Hans Zimmer, John Powell.

Tulio i Migel - dwoje hiszpańskich przyjaciół i oszustów zamierzają zdobyć fortunę grając w kości fałszywymi artefaktami, które zawsze pokazują 7. Pewnego jednak dnia, jeden z przeciwników oferuje rzekomą mapę do mitycznego miasta, do El Dorado. Migel wybłaguje przyjaciela, aby o nią zagrał. Po krótkich namowach, zgadza się, jednak przez jego nieuwagę, kant wychodzi na jaw. Kompani zabierają pergamin i uciekają. Aby się ukryć, chowają się w dużych rozmiarów beczkach, które zostają przetransportowane na statek Corteza, który zamierza podbić Nowy Świat.
Niczego nieświadomi przyjaciele z impetem wydostają się z na pokład, z czego właściwa załoga nie jest zbytnio zadowolona, Cortez każe ich zamknąć pod pokładem, a następnie wychłostać.
Światełkiem w tunelu okazuje się koń, Altivo, który w zamian za jabłko, pomaga im się wydostać na pokład, a następnie uciec ze statku. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem, wyczekiwany owoc wpada do wody, a koń za nim. Migel rzuca się mu na pomoc.

Brzmi dość dziwnie, prawda? Może właśnie dlatego krytycy nie zostawili na filmie suchej nitki... Nie rozumiem: pomysł jest oryginalny, wykonanie bardzo dobre (pomijając komputerowe złoto, ono nie jest bardzo dobre), a całokształt jest w stylu, który spasuje każdej grupie wiekowej. Jak na moje, jest to jedna z najbardziej niedocenianych animacji w historii. Ostatecznie, to właśnie on ustanowił DreamWorks największym konkurentem Disneya, o czym wcale nie świadczy zysk filmu. Szacuje się, że budżet wynosił 95 mln dolarów, natomiast zysk jedyne 76 milionów. Gdyby za każdego wysłanego GIF-a z Migelem grającym na mandolinie dostawaliby $1 - najpewniej byłby to najlepiej zarabiająca produkcją. Trudno ukryć, że animacja największym powodzeniem cieszy się właśnie teraz, gdy te małe, ruszające się obrazki mogą stanowić komentarz do praktycznie każdej sytuacji.

Bohaterowie docierają się na Kubę, gdy Migel znajduje pierwsze ślady, które pokrywają się z mityczną mapą, którą wcześniej ukradli - ekhem: zdobyli. Pomimo oporu ze strony Tulio i Altiva, ruszają w głąb dżungli. Gdzie odnajdują mistyczne El Dorado.
Fascynujące, że  tytułowa droga trwała niespełna jedną czwartą produkcji i pełni jedynie rolę wprowadzenia do głównego tematu.

Gdy tylko dostają się w bramy miasta zostają powitani jako bogowie, co wcale im nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - postanawiają zabrać złoto, które tubylcy im oferują i wracać do Hiszpanii. Ich plan komplikuje jednak piękna, pociągająca i zupełnie niedisneyowska Chel, która jako jedyna zdaje sobie sprawę, że ich historia o nieziemskim pochodzeniu to blef oferuje pomoc w zamian za wzięcie jej z powrotem na kontynent.

Tutaj bardzo serdecznie chciałabym podziękować twórcom, że nie przedstawili Tulia i Migela jako typowych białych ludzi, którzy przybywają do dzikusów i raczą ich tekstami: "Patrz, to ogień". Wręcz przeciwnie, animacja w znaczącym stopniu opiera się na ogólnym nieogarnięciu bohaterów oraz kontrastami między nimi. Przyjaciele też nie otwierają nowego wątku dla tubylców, a wręcz przeciwnie - to oni zostają wplątani w konflikt, który na miejscu już trwa, co również bardzo odbiega od disneyowskiego punktu: "Jam początkiem i końcem".

Warto również zaznaczyć, że  początkowo animacja miała być PG-13, a dopiero potem stonowano ją do PG. To chyba trochę uzasadnia dość odważny wydźwięk produkcji, jednakże chyba jest to jedyny film, któremu tyle humoru dla dorosłych przeszło płazem. Umówmy się - relacja Tulio i Chel zdecydowanie odbiega od disneyowskiej normy, pijaństwo i kac nie są najlepszymi przykładami dla młodszej widowni, a ofiary z ludzi, jakie by nie były, nadal nie są zbyt przyjemne.


Niemniej jednak, "Droga do El Dorado" jest jednym z moich ulubionych filmów animowanych i naprawdę jest to pozycja godna polecenia. Dajcie znać, czy ją widzieliście. Pozdrawiam, 
Annie Starkov

http://www.catusgeekus.pl/2018/01/droga-el-dorado.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Droga_do_El_Dorado

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz