3/08/2018

Choroba. Annie vs Matka Natura


Zaczęła się tak, jak zwykle.
Zimno, bardzo zimno. Kilometrowa przeprawa na przystanek... i koniec. Choroba.

Ale co z tego? Przecież trzeba iść do szkoły, zaliczyć wiersz. Wszystko jest OK, powtarzaj sobie - "Wszystko jest OK". Włącz muzykę i zagłusz w sobie dreszcze - plan idealny. A co z katarem i kaszlem?

Siedzisz na sztuce. Po pewnym czasie zdaje Ci się, że nauczyciel niezauważalnie przeszedł na łacinę, co w sumie nie jest takie nieprawdopodobne. Jeszcze tylko chemia i angielski, i nareszcie język polski... Dasz radę, dasz, zdasz ten wiersz.
To jest niesamowite jak podczas takiego stanu włącza się abstrakcyjne myślenie. Dwa razy w tygodniu przez parę ostatnich lat widuję układ okresowy pierwiastków, ale dopiero teraz miałam olśnienie. Układ okresowy to Titanic. Widzisz?
Tak, dziękuję, język polski. Wreszcie powiesz wiersz i będziesz mógł iść do domu, gratuluję. Jesteś szósty w dzienniku, powinno pójść szybko. Ale co to? Czyżby pani zaczęła od końca?
27, 26, 25, [...], 13, 12... dzwonek.

Czujesz rozdarcie życiowe. Z jednej strony NARESZCIE możesz wrócić do domu, a z drugiej... już teraz mógłbyś tam być, popijać ciepłą herbatkę, ale co z Twoim wierszem? Nie zdałeś go. Pf, kogo to obchodzi? Na pewno nie twoją nauczycielkę.

Zimno, bardzo zimno. Kilometrowa przeprawa z przystanku. Jesteś w domu.
Tak, wiem, przez ostatnie dwadzieścia minut naprawdę w to nie wierzyłeś... Na szczęście Matka Natura o Ciebie dba, masz nowy powód do nie wierzenia, a mianowicie Twoje palce u nóg, a może lepiej - sople u nóg. Twoje nowe buty "ocieplane" wcale nie są takie ciepłe, jak producent zapewniał. Taniej by wyszło biec w samych skarpetkach (ale takich ładnych, w serduszka).

Cześć, Kanar! - bark odpowiedzi, jak zwykle. Rzucasz się na łózko. Na szczęście rano go nie pościeliłeś, inaczej mógłby być problem z podniesieniem wersalki. Zamykasz oczy, możesz iść spać. Czy to nie o tym marzyłeś przez ostatnie osiem godzin?
Ale stop, stop. Czy to jutro miał być ten test z geografii? Czy naprawdę musisz wstać i iść się uczyć? Nie - krzyczysz cały. Tak - krzyczy Twój mały, niezamarznięty jeszcze kawałek mózgu.
Wstajesz, przerabiasz cały materiał, gratuluję. Co z tego, że i tak nie pójdziesz jutro do szkoły?

Tydzień później...

Przechodzisz pierwszy etap walki z tym bossem, potocznie zwanym Matką Naturą. Teraz nie masz już gorączki, ledwo stoisz na nogach, ale jej nie masz. Jesteś szczęśliwy. Trudno, że zażyłeś tyle leków, że to jest już wybuchowa mieszanka i czujesz się jak na haju, a może po prostu osiągnęłaś stan Nirvany?
Po tygodniu męk i kadusz: możesz włączyć komputer, gratuluję.

Annie Starkov

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz